Więc poczciwych aż nadto. Paweł trzech mszów słuchał, Zmówił cztery różańce, na gromnice dmuchał, Wpisał się w wszystkie bractwa, dwie godziny klęczał, Krzywił się, szeptał, mr
Krasicki, Złość ukryta i jawna |
Tacy byli, mniemaną pobożnością hardzi,
Owi faryzeusze i wyschli, i smutni,
A w łakomstwie niesyci, w dumie absolutni,
Mściwi, krnąbrni, łakomi, nieludzcy, oszczerce.
Próżne, Pawle, ofiary, gdzie skażone serce: Krzyw się, mrugaj, bij czołem, klęcz, szeptaj i dmuchaj, Zmów różańców bez liku, bez liku mszów słuchaj, Jeśliś zdrajca, obłudnik, darmo kunsztu szukasz, Możesz ludzi omamić, Boga nie oszukasz. Brzydzi się niecnotliwym Jędrzej hipokrytą, A natychmiast zbyt szczery, nie już złością skrytą, Ale jawnym wzgorszeniem zaraża i truje, Pyszny mnóstwem szkarady, hańbą tryumfuje. Zrzucił szacowną cnoty i wstydu zaporę, A widząc skutki jadu i niemiecki online łatwe, i spore, Stał się mistrzem bezbożnych. Ma uczniów bez liku. Leżą grzecznych bluźnierców dzieła na stoliku; Gotowalniane mędrcy, tajemnic badacze, Przewodniki złudzonych, wieków poprawiacze, Co w zuchwałych zapędach chcąc rzeczy dociekać, Śmieją prawdzie uwłoczyć i na jawność szczekać; Czcze światła, dymy znikłe. Lecz z widoków sprośnych Zwróćmy oczy. Już nadto tych scen zbyt żałosnych. Dumny Jan pokrewieństwem i Litwy, i Polski, Że go uczcił Niesiecki, Paprocki, Okolski, Rozumie, iż za zmową ugodną i wspólną Wszystkim cierpieć należy, jemu szaleć wolno. Rozumie, iż gdy tytuł zaczyna od „jaśnie”, Przy tym blasku i rozum, i cnota przygaśnie; Nadstawia się i gardzi. Mikołaj bogaty, Choć go jaśnie wielmożne nie czczą antenaty, Śmieje się z oświeconych, co złotem nie świecą. To u niego zacności i szczęścia skarbnicą, To rozum, to nauka, w tym się wszystko mieści: Szóstak groszy dwanaście, a złoty trzydzieści. Jakże zebrał? Dość, że ma; czy ukradł, czy zdradził. Mikołaj pan, choć filut, bo skarby zgromadził, Bo posiada po panach folwarki i włości; Jak zechce, przyjdzie i do jaśnie wielmożności. Woli być mości panem, a z sum pożyczonych Brać lichwę od dłużników jaśnie oświeconych. Dumą wewnątrz nadęci, zbytkiem podupadli, Nie wstydzą się ci żebrać u tych, co je skradli; Oszukani, klną na dal, a łaszą się z bliska, Śmieje się pan Mikołaj, a majętność zyska. Za jedną, która poszła, w rok idzie i druga, Aż ów lichwiarz pokorny, uniżony sługa, Większy pan niż jegomość, którego wielmożni; Tak lecą w zdradne sidła młodzi, nieostrożni. Omamiony nieprawym polorem i gustem, Piotr, co zaczął być stratnym, jest teraz oszustem. Gdy nie ma wsi na zastaw, dopieroż pieniędzy, Chcąc uniknąć i głodu, i zimna, i nędzy, Istotną dolegliwość gdy, jak może, tai, Wiąże się z towarzyszmi, podchlebia i rai, Czatuje, jak by ze wsi domatora dostać, A uprzejmego biorąc przyjaciela postać, Zaczyna rządy w domu, częstuje i sprasza, Dobry gust gospodarza wielbi i ogłasza, W spółce jest do wszystkiego, choć pieniędzy nie ma, I poty w więzach tego, co usidlił, trzyma, Aż go sobie we wszystkim uczyni podobnym. Więc ten, co niegdyś oczy pasł gustem ozdobnym, Wraca do domu zdarty, smutny, po kryjomu, Albo i nie powraca nie miawszy już domu. Krasicki, Złość ukryta i jawna niemiecki online fragment 40 |
| 2008-11-26 09:53:17 |