I taki łotr, zawołał Klucznik, ma panować? I dawnych panów, lepszych od siebie, rujnować? A Horeszków i pamięć, i imię zaginie! Gdzież jest wdzięczność na świecie? - nie ma jej w

PAN TADEUSZ, KSIĘGA SIÓDMA

RADA
Treść:
Zbawienne rady Bartka, zwanego Prusak - Głos żołnierski Maćka Chrzciciela - Głos polityczny pana Buchmana - Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina - Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej - Protestacja starego Maćka - Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę - Hejże na Soplice!
 
Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał;
Ten, że często na strugach do Królewca chadzał,
Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków
Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków,
Choć lubił o nich gadać; człek podeszły w lata,
W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata;
Gazet pilny czytelnik, polityki świadom,
W niebytność Maćka zwykle przewodził obradom. Ten tak rzecz kończył: "Nie jest to, Panie Macieju, Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, Nie jest to marna pomoc. Ja bym na Francuzów Spuścił się w czasie wojny jak na czterech tuzów: Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza Kościuszki - świat takiego nie miał genijusza Wojennego, jak wielki Cesarz Bonaparte. Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę, Bawiłem za granicą wtenczas, w roku Pańskim Tysiącznym osimsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem Handlowałem, a krewnych mam wielu w Poznańskiem. Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem Grabowskim, który teraz jest rejmentu szefem, A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, Polowaliśmy sobie na małego źwierza.
Był pokój w Wielkopolszcze, jak teraz na Litwie;
Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie;
Przybiegł do nas posłaniec od pana Towdena,
Grabowski list przeczytał, krzyknął: "Jena! Jena!
Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!"
Ja, z konia
tłumacz przysięgły zsiadłszy, zaraz padłem na kolana
Dziękując Panu Bogu. - Do miasta jedziemy, Niby dla interesu, niby nic nie wiemy; Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty, Komisarze i wszystkie podobne psubraty Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje.
My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie
O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie?
Tu ich strach zdjął, dziwią się, że o klęsce owej
Już wiemy; krzyczą Niemcy: "Achary Got! o wej!"
Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi -
O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi
Pełne uciekających; niemczyska jak mrowie
Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie
Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety,
Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety;
Drapią, jak mogą; a my milczkiem wchodzim w radę:
Hajże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę;
Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby,
A herów oficyrów łowić za harcaby -
A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania
I cesarski przynosi rozkaz: do powstania!
W tydzień jeden, tak lud nasz Prusaków wychłostał
I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał!
Gdyby się tak obrócić i gracko, i raźnie,
I u nas w Litwie sprawić Moskwie taką łaźnię?
He? co myślisz, Macieju? Jeśli z Bonapartem
Moskwa drze koty, to on wojuje nie żartem:
Bohater pierwszy w świecie, a wojsk ma bez liku!
He, cóż myślisz, Macieju, nasz ojcze Króliku?"

Skończył. Czekają wszyscy Macieja wyroku.
Maciej głowy nie ruszył ani podniosł wzroku,
Tylko ręką kilkakroć uderzył po boku,
Jak gdyby szabli szukał (od zaboru kraju
Szabli nie nosił; przecież z dawnego zwyczaju
Na wspomnienie Moskala zawsze rękę zwracał
Na lewy bok; zapewne rózeczki swej macał,
I stąd był nazywany powszechnie Zabokiem). Już wzniósł głowę, słuchają w milczeniu głębokiem. Maciej oczekiwanie powszechne omylił, Nachmurzył brwi i znowu głowę na pierś schylił.
Na koniec odezwał się, z wolna każde słowo
Wymawiając z przyciskiem, a w takt kiwał głową:

"Cicho! skądże ta cała nowina pochodzi?
Jak daleko Francuzi? kto nimi dowodzi?
Czy już wojnę zaczęli z Moskwą? gdzie i o co?
Którędy mają ciągnąć? z jaką idą mocą?
Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!"

Milczała patrząc na się kolejno gromada.
"Radziłbym, rzecze Prusak, czekać bernardyna
Robaka, bo od niego pochodzi nowina;
Tymczasem posłać pewnych szpiegów nad granicę
I po cichu uzbrajać całą okolicę;
A tymczasem ostrożnie całą rzecz prowadzić,
Aby Moskalom naszych zamiarów nie zdradzić". "He! czekać? szczekać? zwlekać?" przerwał Maciej drugi, Ochrzczony Kropicielem od wielkiej maczugi, Którą zwał kropidełkiem; miał ją dziś przy sobie. Stanął za nią, na gałce zwiesił ręce obie, Na ręku oparł brodę krzycząc: "Czekać! zwlekać! Sejmikować! Hem, trem, brem, a potem uciekać. Ja w Prusach nie bywałem; rozum królewiecki Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki.
To wiem, że kto chce bić się, niech kropidło chwyta,
Kto umierać, ten księdza niech woła, i kwita!
Ja chcę żyć, bić! Bernardyn po co? czy my żaki?
Co mi tam Robak, otóż my będziem robaki,
I dalej Moskwę toczyć! trem, brem, szpiegi, wzwiady;
Wiecie wy, co to znaczy? - Oto, że wy dziady,
Niedołęgi! He, Bracia! to wyżla rzecz tropić,
Bernardyńska kwestować, a moja rzecz: kropić,
Kropić, kropić i kwita!" - Tu maczugę głasnął,
Za nim cały tłum szlachty: "Kropić, kropić!" wrzasnął.

Poparł stronę Chrzciciela Bartek, zwan Brzytewka
Od szabli cienkiej, tudzież Maciej, zwan Konewka
Od sztućca, który naszał, z gardłem tak szerokiem,
Że zeń, jak z konwi, tuzin kulek lał potokiem;
Oba krzyczeli: "Wiwat Chrzciciel z Kropidełkiem". Prusak chciał mówić, ale zgłuszono go zgiełkiem I śmiechem: "Precz, wołano, precz Prusaki tchórze, Kto tchórz, niech w bernardyńskim chowa się kapturze".
PAN TADEUSZ, KSIĘGA SIÓDMA tłumacz przysięgły fragment 20

2008-11-11 16:01:36