Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju; Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju, Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona, Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona; Kapel
PAN TADEUSZ, KSIĘGA SIÓDMA |
Wtem znowu głowę z wolna podniósł Maciej stary
I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary.
"Nie drwijcie, rzekł, z Robaka; znam go, to ćwik klecha, Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha; Raz go tylko widziałem, ledwiem okiem rzucił, Poznałem, co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać; Ale to, rzecz nie moja, wiele o tym gadać! On tu nie przyjdzie, próżno wzywać Bernardyna; Jeśli od niego wyszła ta cała nowina, To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna! Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie, Więc po coście tu przyszli? i czego wy chcecie?" "Wojny!" krzyknęli. - "Jakiej?" spytał. - Zawołali: "Wojny z Moskalem! bić się! Hajże na Moskali!" Prusak wciąż wołał, a głos coraz wyżej wznosił, Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił, Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką. "I ja chcę bić się, wołał tłukąc się w pierś ręką; Choć kropidła nie noszę, drągiem od wiciny Sprawiłem raz Prusakom czterem dobre chrzciny, Którzy mię po pjanemu chcieli w Preglu topić". "Toś zuch, Bartku, rzekł Chrzciciel, dobrze! kropić kropić!" "Ależ najsłodszy Jezu! trzeba pierwej wiedzieć, Z kim wojna? o co? trzeba to światu powiedzieć, Wołał Prusak, bo jakże lud ruszy za nami? Gdzie pójdzie, kiedy gdzie iść, my nie wiemy sami? Bracia Szlachta! Panowie! potrzeba rozsądku! Dobrodzieje! potrzeba ładu i porządku! Chcecie wojny, więc zróbmy konfederacyją, Obmyślmy, gdzie zawiązać i pod laską czyją? Tak było w Wielkopolszcze; - tłumacz przysięgły widzim rejteradę Niemiecką, cóż my robim? wchodzim tajnie w radę, Uzbrajamy i szlachtę, i włościan gromadę, Gotowi, Dąbrowskiego czekamy rozkazu, Na koniec, hajże na koń! powstajem od razu!" "Proszę o głos!" zawołał pan komisarz z Klecka, Człowiek młody, przystojny, ubrany z niemiecka; Zwał się Buchman, lecz Polak był, w Polszcze się rodził; Nie wiedzieć pewnie, czyli ze szlachty pochodził, Lecz o to nie pytano; i wszyscy Buchmana Szacowali, iż służył u wielkiego pana, Był dobry patryjota i pełen nauki, Z ksiąg obcych wyuczył się gospodarstwa sztuki I dóbr administracją prowadził porządnie; O polityce także wnioskował rozsądnie, Pięknie pisać i gładko umiał się wysławiać, Zatem umilkli wszyscy, kiedy jął rozprawiać. "Proszę o głos!" powtórzył, po dwakroć odchrząknął, Ukłonił się i usty dźwięcznymi tak brząknął: "Preopinanci moi w swych głosach wymownych Dotknęli wszystkich punktów stanowczych i głownych, Dyskusyją na wyższe wznieśli stanowisko; Mnie tylko pozostaje w jedno zjąć ognisko Rzucone trafne myśli i rozumowania: Mam nadzieję w ten sposób sprzeczne zgodzić zdania. Dwie części dyskusyi całej uważałem, Podział już jest zrobiony, idę tym podziałem. Naprzód: dlaczego mamy przedsiębrać powstanie? W jakim duchu? to pierwsze żywotne pytanie; Drugie rewolucyjnej władzy się dotycze; Podział jest trafny, tylko przewrócić go życzę. Naprzód zacząć od władzy; skoro pojmiem władzę, Z niej powstania istotę, duch, cel wyprowadzę. Co do władzy więc - kiedy oczyma przebiegam Dzieje całej ludzkości, i cóż w nich spostrzegam? Oto ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony, Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, Obmyśla ją; i to jest najpierwsza obrada. Potem każdy wolności własnej cząstkę składa Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa, Z której jako ze źródła płyną wszystkie prawa. Widzimy tedy, że rząd umową się tworzy, Nie pochodząc, jak mylnie sądzą, z woli Bożej. Owoż rząd na kontrakcie oparłszy społecznym, Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym." "Otóż są i kontrakty! kijowskie czy mińskie? Rzekł stary Maciej, owoż i rządy babińskie! Panie Buchman, czy Bóg nam chciał cara narzucić, Czy diabeł, ja z Waszecią nie będę się kłócić; Panie Buchman, gadaj Waść, jakby cara zrucić". "Tu sęk, krzyknął Kropiciel; gdybym mógł podskoczyć Do tronu i kropidłem, plusk, raz cara zmoczyć, To już by on nie wrócił, ni kijowskim traktem, Ni mińskim, ni za żadnym Buchmana kontraktem; Aniby go wskrzesili z mocy bożej popi, Ni z mocy Belzebuba - ten mi zuch, kto kropi. Panie Buchman, Waścina rzecz bardzo wymowna, Ale wymowa szum, drum; kropić! to rzecz głowna". "To, to, to!" pisnął, ręce trąc, Bartek Brzytewka, Od Chrzciciela do Maćka biegając, jak cewka Od jednej strony krosien przerzucana w drugą: "Tylko ty, Maćku z rózgą, ty, Maćku z maczugą, Tylko zgodźcie się, dalbóg, pobijem na druzgi Moskala; Brzytew idzie pod komendę Rózgi!". "Komenda, przerwał Chrzciciel, dobra ku paradzie; U nas była komenda w kowieńskiej brygadzie Krótka a węzłowata: Strasz, sam się nie strachaj,- Bij, nie daj się, - postępuj często, gęsto machaj: Szach, mach!" - "To, pisnął Brzytwa, to mi regulament! Po co tu pisać akta, po co psuć atrament? Konfederacji trzeba? o to cała sprzeczka? Jest marszałek nasz Maciej, a laska rózeczka". "Niech żyje, krzyknął Chrzciciel, Kurek na kościele!" Szlachta odpowiedziała: "Wiwant Kropiciele!" Ale w kątach szmer powstał, choć w środku tłumiony; Widać, że się rozdziela rada na dwie strony. PAN TADEUSZ, KSIĘGA SIÓDMA tłumacz przysięgły fragment 40 |
| 2008-11-11 16:01:36 |