W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 7 |
261
Dla Murzynów nie potrzeba było nawet tych słów, gdyż już to, że czarownik razem ze swym złym Mzimu okazał się tak niesłychanie słabszym od nowego, białego bóstwa i od białego pana, wystarczało im najzupełniej, by go opuścić i okryć pogardą. Poczęli więc na nowo „yancigować”, a nawet z większą jeszcze pokorą i skwapliwością. Ale ponieważ źli byli na siebie, że przez tyle lat pozwolili się Kambie oszukiwać, więc chcieli koniecznie go zabić. Sam M’Rua prosił Stasia, by pozwolił go związać i zachować dopóty, dopóki nie obmyślą mu dość reklama sms okrutnej śmierci. Nel jednak postanowiła darować mu życie, a ponieważ Kali zapowiedział, że tam gdzie przebywa dobre Mzimu, krew ludzka nie może być przelana, przeto Staś pozwolił tylko na wypędzenie ze wsi nieszczęśliwego czarownika. Kamba, który się spodziewał, że umrze w najwymyślniejszych męczarniach, padł na twarz przed dobrym Mzimu i szlochając dziękował mu za ocalenie. I odtąd nic już nie zamąciło uroczystości. Zza częstokołu wysypały się kobiety i dzieci, albowiem wieść o przybyciu nadzwyczajnych gości rozeszła się po całej wsi i chęć widzenia białego Mzimu przemogła strach. Staś i Nel widzieli po raz pierwszy osadę prawdziwych dzikich, do których nie dotarli nawet Arabowie. Ubranie tych Murzynów składało się tylko z wrzosów lub ze skór pozawiązywanych naokół bioder; wszyscy byli tatuowani. Zarówno mężczyźni, jak kobiety mieli przedziurawione uszy i w tych otworach kawałki drzewa lub kości tak duże, że porozciągane klapki uszu sięgały ramion. W dolnej wardze nosili pelele, to jest drewniane lub kościane krążki, wielkie jak spodki od filiżanek. Znakomitsi wojownicy i ich żony mieli na szyjach kołnierze z żelaznego lub mosiężnego drutu tak wysokie i sztywne, że zaledwie mogli poruszać głowami. Należeli też widocznie do szczepu Szylluków, który ciągnie się daleko na wschód, albowiem Kali i Mea rozumieli wybornie ich mowę, a Staś w połowie. Nie posiadali jednak nóg tak długich jak pobratymcy ich mieszkający nad rozlewiskami Nilu, byli szersi w ramionach, mniej wysocy i w ogóle mniej podobni do ptaków brodzących. Dzieci wyglądały jak pchełki i nie zeszpecone jeszcze przez pelele, były bez porównania od starych ładniejsze. Kobiety, napatrzywszy się naprzód z dala dobremu Mzimu, poczęły na wyścigi z wojownikami znosić mu dary składające się z 262 koźląt, kur, jaj, czarnej fasoli i piwa warzonego z prosa. Trwało to dopóty, dopóki Staś nie powstrzymał tego napływu zapasów, a ponieważ zapłacił za nie hojnie paciorkami i kolorowym perkalem, a Nel rozdała dzieciom kilkanaście lusterek odziedziczonych po Lindem, przeto radość niezmierna zapanowała w całej wsi, i naokół namiotu, do którego schronili się mali podróżnicy, rozlegały się wciąż wesołe i pełne zachwytu okrzyki. Potem wojownicy odbyli na cześć gości taniec wojenny i stoczyli udaną bitwę, a w końcu przystąpiono do zawarcia braterstwa krwi między Kalim a M’Ruą. Ponieważ nie było Kamby, który do tej ceremonii był koniecznie potrzebny, więc zastąpił go stary Murzyn znający dostatecznie zaklęcia. W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 7 fragment 20 |
| 2008-10-24 10:21:46 |
Inne artykuły :
- Trzy produkty z branży tłumaczeń
- Większa podaż wraz z końcem wakacji
- Wydawanie pisemnych interpretacji
- Dobra oferta wynajmie się w ciągu kilku godzin
- Mikołajek i inne kłopoty