W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 7

Ów zabiwszy koźlę wyjął z niego wątrobę i podzielił ją na
kilka sporych kąsków, po czym jął obracać ręką i nogą rodzaj
kołowrotka i spoglądając to na Kalego, to na MRuę, ozwał się
uroczystym głosem:
– Kali, synu Fumby, czy chcesz zjeść kawałek M’Ruy, syna
M’Kuli – i ty M’Ruo, synu M’Kuli, czy chcesz zjeść kawałek
Kalego, syna Fumby?
– Chcemy – ozwali się przyszli bracia. – Czy chcecie, aby serce Kalego było sercem M’Ruy, a serce M’Ruy sercem Kalego? – Chcemy.
– I ręce, i włócznie, i krowy?
– I krowy!
– I wszystko, co każdy ma lub będzie miał?
– Co ma i co będzie miał!
– I aby nie było między wami kłamstwa ani zdrady, ani
nienawiści?
– Ani nienawiści!
– I aby jeden nigdy drugiego nie okradł?
– Nigdy!
– I abyście byli braćmi?
– Tak!
Kołowrotek obracał się coraz prędzej. Zgromadzeni naokół wojownicy śledzili z coraz większym zajęciem jego ruchy. – Ao! – zawołał stary Murzyn – lecz gdyby jeden z was okłamał drugiego, gdyby go zdradził, gdyby go okradł, gdyby go otruł, gdyby go zabił, niech będzie przeklęty. – Niech będzie przeklęty! – powtórzyli wszyscy wojownicy.
263
– A jeśli jest kłamcą i knuje zdradę, niech nie przełknie krwi
swego brata i niech ją zrzuci w naszych oczach!
– Och, w naszych oczach!
– I niech umrze!
– Niech umrze!
– Niech go rozedrze wobo!
– Wobo!
– Albo lew!
– Albo lew!
– Niech go stratuje słoń i nosorożec, i bawół!
– O! i bawół – powtórzył chór.
– I niech go ukąsi wąż! – Wąż. – A język jego niechaj stanie się czarny! – Czarny. – A oczy niech mu uciekną w tył głowy! – W tył głowy. – I niech chodzi piętami do góry! – Ha! piętami do góry. Nie tylko Staś, ale i Kali gryźli wargi, by nie wybuchnąć śmiechem, a tymczasem zaklęcia powtarzały się coraz straszniejsze, kołowrotek obracał się tak szybko, że oczy nie mogły za jego obrotami nadążyć. Trwało to dopóty, dopóki stary Murzyn nie stracił zupełnie sił i oddechu. Wówczas siadł na ziemi i przez jakiś czas kiwał głową na obie strony w milczeniu. Po chwili jednak podniósł się i wziąwszy nóż naciął nim skórę na ramieniu Kalego, i umazawszy jego krwią kawałek wątroby koźlęcej wsunął go w usta M’Ruy, drugi zaś kawałek umazany we krwi króla, w usta Kalego. Obaj połknęli je tak szybko, że aż zagrały im krtanie, a oczy wyszły na wierzch, po czym chwycili się za ręce na znak wiernej i wieczystej przyjaźni.
Wojownicy zaś poczęli wołać z radością:
– Obaj przełknęli, żaden nie zrzucił, a więc są szczerzy i nie masz
zdrady między nimi!
A Staś dziękował w duchu Kalemu, że go w tej ceremonii
zastąpił, albowiem czuł, że przy połykaniu „kawałka M’Ruy” byłby
niezawodnie złożył dowód nieszczerości i zdrady. Od tej chwili jednak nie groziło rzeczywiście małym podróżnikom ze strony dzikich żadne podejście ani żaden niespodziany napad, a natomiast otoczyła ich jak największa gościnność i cześć niemal boska. Cześć ta wzrosła jeszcze, gdy Staś
spostrzegłszy wielki spadek odziedziczonego po Lindem barometru
przepowiedział deszcz i gdy deszcz spadł tegoż samego jeszcze dnia
dość obficie, tak jakby massika, która już dawno przeszła, chciała
wytrząsnąć ostatki swych zapasów na ziemię. Murzyni byli przekonani, że darowało im tę ulewę dobre Mzimu, i wdzięczność ich dla Nel nie miała granic.
W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 7 fragment 40

2008-10-24 10:21:46