..

W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 1

42 A tymczasem wielbłądy pędziły jak huragan po błyszczących od księżyca piaskach. Zapadła głęboka noc. Księżyc, z początku wielki jak koło i czerwony, zbladł i wytoczył się wysoko. Oddalone wzgórza pustyni pokryły się muślinowym, srebrnym oparem, który nie przesłaniając ich widoku zmienił je jakby w świetlane zjawiska. Od czasu do czasu spoza skał tu i ówdzie rozsianych dochodziło żałosne skomlenie szakali. Upłynęła znowu godzina. Staś otoczył ramieniem Nel i podtrzymywał ją, usiłując
tłumacz rosyjski przez to złagodzić męczące rzuty szalonej jazdy.
Dziewczynka coraz częściej zaczęła wypytywać go, dlaczego tak pędzą i dlaczego nie widać ani namiotów, ani tatusiów. Staś postanowił wreszcie powiedzieć jej prawdę, która i tak prędzej czy później musiała się wydać. – Nel – rzekł – ściągnij rękawiczkę i upuść ją nieznacznie na ziemię. – Dlaczego, Stasiu? A on przycisnął ją do siebie i odpowiedział z jakąś niezwykłą mu tkliwością: – Zrób, co ci mówię. Nel trzymała się jedną ręką Stasia i bała się go puścić, ale poradziła sobie w ten sposób, że poczęła ściągać ząbkami rękawiczkę – z każdego palca osobno – a wreszcie, zsunąwszy ją zupełnie, upuściła na ziemię. – Po niejakim czasie rzuć drugą – ozwał się znowu Staś. – Ja rzuciłem już swoje, ale twoje łatwiej będzie dostrzec, bo jasne. I widząc, że dziewczynka patrzy nań pytającym wzrokiem, tak mówił dalej: – Nie przestrasz się, Nel. Ale widzisz. być może, że my wcale nie spotkamy ani twego, ani mojego ojca. i że nas ci szkaradni ludzie porwali. Ale się nie bój. Bo jeśli tak jest, to pójdzie za nami pogoń.
W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 1 tłumacz rosyjski fragment 20

2008-10-14 18:06:04